Nic ciekawego...

Autor: kozakgirl | Kategorie:
Tagi:
17. listopada 2008 22:26:00

W sobote rozmawialam z Benjaminem... Po raz pierwszy od dluzszego czasu. Smutno mi bylo oczywiscie... Wczoraj chcial zebym przyjechala. Powiedzialam, ze on moze przyjechac do mnie... Nie przyjechal... Powiedzial, ze ma jakas prace do zrobienia i zobaczy o ktorej skonczy. Mialam nadzieje, ze przyjedzie, chociaz tak na prawde wiedzialam, ze tego nie zrobi... Wlasnie dostalam sms-a... Nie wiem od kogo, bo telefon jest w drugim pokoju... Na pewno nie od niego... Ide zobaczyc...

To tylko Marlena dziekowala za zyczenia urodzinowe...

W pracy jakos leci. Nawet calkiem dobrze... Chyba zaczelo mi sie tam podobac, ale nie chce zapeszac. 5-go grudnia idziemy na swiateczna impreze.

Nie mam o czym pisac. bo nic ciekawego sie w moim zyciu nie dzieje... 

Nieszczesliwa...

Autor: kozakgirl | Kategorie:
Tagi:
14. września 2008 22:41:00

Stwierdzilam, ze musze zaczac mowic ludziom co czuje... Raczej tego nie robilam... Nie mowilam nikomu, ze mnie rani, bo nie chcialam zeby o tym wiedzieli, nie chcialam zeby wiedzieli co do nich czuje... Nie wiem dlaczego. Moze balam sie, ze beda sie ze mnie smiali??? Postanowilam, ze tym razem powiem. Powiem jezeli bedzie do tego okazja... Bo czuje cos do Benjamina... Mimo, ze tak dobrze sie nie znamy, ja cos czuje... I dzisiaj zostalam w pewien sposob przez nigo zraniona. Jestem w stanie duzo zniesc, ale nie cierpie kiedy ktos mnie ignoruje. On dzisiaj to zrobil. I to jest dla mnie koniec. Bo wiem, ze nie moge mu zaufac. Ale tym razem chce powiedziec, ze to zranilo moje uczucia i jeszcze kilka innych rzeczy chce mu powiedziec. Niech wie... Nie chce nikogo zmieniac, bo to nie ma sensu, dlatego wlasnie chce zakonczyc nasza znajomosc. Juz raz to sie stalo kilka miesiecy temu. Nie wiem dlaczego sie znowu zaczelam z nim spotykac... Moze wlasnie dlatego, ze cos czuje... Moze dlatego, ze Benjamin jest nieco inny od tych gowniarzy z ktorymi sie spotykalam... Jest inny, ale jest bardzo zajety i nie ma dla mnie czasu a mi to nie odpowiada. Nie chce widywac go raz na dwa tygodnie, dla mnie to za malo. Wiem, ze nie moge od niego wymagac, zeby zmienil swoj rozklad zajec i widywal sie ze mna czesciej, dlatego tez musze byc twarda i to zakonczyc, zanim bedzie za pozno, bo potem bede cierpiala. I tak bede, bo ja zawsze cierpie... Dzisiaj mielismy isc do kina. On chcial... Ale nie poszlismy, bo widocznie zmienil zdanie i mial lepsze rzeczy do roboty... A ja chcialam zobaczyc ten film o chlopcu, ktory zaprzyjaznil sie z chlopcem z obozu koncentracyjnego i rozmawial z nim przez ogrodzenie... Pojde sobie sama. Jeszcze nigdy nie bylam sama w kinie... Tak w zasadzie to po co chodzic z kims do kina? Ja chce isc po to, zeby obejrzec film, nie po to zeby rozmawiac, calowac sie, czy robic inne rzeczy, wiec mysle, ze sama tez moglabym sie wybrac... Duzo rzeczy robie sama wiec czemu nie???

Przede mna ciezkie dwa tygodnie w pracy... Moj szef na urlopie, a ja zostalam sama z moimi nowymi obowiazkami, z ktorymi jeszcze do konca sobie nie radze, bo tak na prawde nie mam o nich pojecia.... Mysle, ze to jest moj czas zeby sie wykazac, udowodnic, ze jednak zasluguje na podwyzke, o ktora prosilam kilka miesiecy temu i jeszcze jej nie dostalam... Musze sobie poradzic... I niby moj szef w razie wiekszych problemow mi pomoze, przez meila, z Hong Kongu, ale po pierwsze chce pokazac, ze sama potrafie, a po drugie nie chce mu psuc wakacji...

No a za dwa i pol tygodnia moje wakacje! I nie to ze jakis Meksyk jak Renata, czy jakies inne miejsca... Na to przyjdzie jeszcze czas. Ja po prostu jade do domu, zobaczyc sie z rodzina i ze znajomymi... Znajomymi, ktorych w zasadzie moge nazwac przyjaciolmi... Bo sa moimi przyjaciolmi, za ktorymi tesknie.... I tak na prawde nie wiem co ja tu jeszcze robie... Nie mam pojecia... Mysle, ze kiedy rozwiaze moj najwiekszy problem (o ile w ogole da sie go rozwiacac) to wroce.... Bo tam jest moje miejsce... W domu. I nie wazne, ze musialabym mieszkac z rodzicami, w zasadzie nie musialabym, bo przeciez rodzice sie wyprowadzili... Wiec mieszkac mialabym gdzie... Tu jestem wolna, moge robic co chce, bo i tak zadna z osob na ktorych mi zalezy sie o tym nie dowie, bo ich tu po prostu nie ma... Jest tylko siostra i nikt wiecej... Co to za zycie? Ile tak mozna? Mysle, ze w pewnym momenice zaczyna sie dostrzegac co jest w zyciu najwazniejsze i zmieniaja sie priorytety... Wczesniej myslalam, ze nie wroce, teraz wiem ze chcialabym wrocic... Nie moge powiedziec, ze zrobie to na sto procent i kiedy to zrobie, bo mam bardzo duzo spraw do rozwiazania zanim to nastapi, ale teraz wiem, ze bym chciala... Wlasciwie teraz dopiero to do mnie dotarlo... Bo nie jestem tu szczesliwa... I chyba nigdy nie bede

nie nawidze!!!

Autor: kozakgirl | Kategorie:
Tagi:
31. sierpnia 2008 23:21:00

Weekend mialam straszny. Prawie caly przespalam... Zaczelam w piatek okolo godziny 18-stej. Potem mala przerwa na prace w sobote, wizyta na poczcie, zakupy i znowu spac. W niedziele wstalam okolo 11 i caly dzien meczylam sie na kanapie, ogladajac filmy. Nalykalam sie mnostwo prochow, wypilam hektolitry herbaty z cytryna, najadlam sie czosnku nawet... Czuje sie odrobinke lepiej... Bol troche ustapil...

Dlaczego nie moze byc tak jak dawniej? Dlaczego nie moge tak po prostu uciec od moich problemow, jak to robilam kiedys? Pamietam, kiedy dawno temu nie nawidzilam mojej pracy, po prostu stamtad odeszlam... Teraz nie moge... Teraz rodzice sa daleko i nie pomoga... Pewnie by pomogli, ale ja niesmialabym ich o to poprosic. Zreszta za stara juz na to jestem i sama powinnam sobie z wlasnymi problemami radzic. I wcale to nie jest moja wina, tak jak myslalam... To on jest glupim kutasem (jak wiekszosc facetow), to on nie potrafi sie zachowac, to dzieki niemu moje zycie w pracy wyglada tak jak wyglada... Dziekuje ci za to bardzo serdecznie. Wiem, ze nasza wspolpraca bedzie wygladala jeszcze lepiej za jakies dwa tygodnie, ale pierdole to. Tobie zawsze bedzie tam dobrze, bo jestes synem szefa, zawsze bedziesz mogl sobie przychodzic do pracy o 11 i robic co tylko chcesz... Chuj z tym... Co raz bardziej zaczynam Cie nienawidzic!

Ciebie tez, Benjamin! Ciebie tez zaczynam nienawidzic! Juz chyba raz sobie to powiedzialam, kilka miesiecy temu, najpierw w twoje urodziny, potem w walentynki... I nie wiem po co sie jeszcze z toba spotkalam... Po co do mnie piszesz, ze przwepraszasz, ze sie nieodzywales, ze nie miales czasu... To nie ma rzadnego sensu! Kto w ogole wymyslil smsy??? Albo msna??? Chuj z tym! Jakbys na prawde chcial sie ze mna skontaktowac zadzwonil bys. Widocznie nie chciales wiec spierdalaj.

Jakas mnie dzisiaj ogarnela nienawisc do wszystkich... Do wszystkich facetow... Moze to dlatego, ze chora jestem???

jak zwykle o pracy...

Autor: kozakgirl | Kategorie:
Tagi:
27. sierpnia 2008 00:39:00

Przestalam sie starac naprawic ta chora atmosfere. Juz mam to wszystko gdzies i nie moge na niego patrzec! Nie spodziewalam sie po nim, ze zachowa sie jak glupi dzieciak. Tak jednak zrobil. Powoli zaczynam go nie nawidzic. Nie dosc, ze i tak nie przepadam za ludzmi z mojego biura, to jeszcze on! Probowalam robic wszystko, zeby znowu bylo normalnie, probowalam zartowac, rozmawiac. Nie podzialalo. Trudno. Dzisiaj wyslal do wszystkich meila, z propozycja kolejnego wyjscia na kolacje. We wrzesniu, do jakiejs nowej restauracji. Nie ide. Po co? Po to zeby sie nawpieprzac w ciszy, jak dupek, nie odzywajac sie do nikogo? Moge to zrobic sama w domu. Albo isc gdzies z ludzmi, ktorych lubie, z ktorymi mam o czym rozmawiac... Ostatnim razem poszlam bo myslalam ze bedzie fajnie, ze w koncu zaczne z nimi gadac... Nie udalo sie. Po prostu nie mam ochoty, nie mam o czym... Musze przyznac, ze mimo, ze za Chrisem nie przepadalam, bo byl leniuchem, klamczuchem, zawsze opowiadal te swoje niestworzone historie... Ale przynajmniej bylo sie do kogo odezwac. No coz, takie jest zycie, moze lepiej dla niego, ze go wyrzucili? Bo przynajmniej nie musi sie meczyc w tej beznadziejnej firmie! No i nie musi znosic humorow swojego najlepszego przyjaciela, syna szefa. Niestety, tak jak zreszta sie tego spodziewalam, teraz ja musze znosic jego humory. Dla innych jest mily, dla mnie nie bardzo, no ale coz....

Lece wziasc prysznic bo smierdze basenem! :-)

Randki, dlugie weekendy, smieciowe jedzenie

Autor: kozakgirl | Kategorie:
Tagi:
25. sierpnia 2008 18:03:00

No i jednak sie spotkalismy... Bylo tak jak sie spodziewalam, czyli calkiem milo. Dom rzeczywiscie ogromny. Wrazenia na mnie szczegolnego co prawda nie zrobil. Benjamin byl jak zwykle kochany i w ogole... Pachnial moimi ulubionymi perfumami, ktore kiedys kupil, bo powiedzialam mu, ze je uwielbiam. Powiedzial, ze nie chce czekac na nasze nastepne spotkanie tak dlugo jak poprzednio i ze sie odezwie. Nie czekam, bo wiem jakion jest. Ma te wszystkie swoje tenisy, pilki nozne i inne sporty, egzaminy, poprawki, imprezy studenckie i mnowstwo innych zajec, posrod ktorych nie ma miejsca dla mnie... No coz...

Weekend zlecial blyskawicznie, mimo ze dlugi byl. W piatek Aga i Marcin, sobota Benjamin, niedziela impreza w Credos (na ktora nie chcialam isc bo nie mialam sie w co ubrac i na dodatek zepsula mi sie prostownica i moje wlosy wygladaly okropnie, ale w koncu poszlam i dobrze sie bawilam), dzisiaj zakupy, a jutro juz do pracy... Moze jeszcze dzisiaj wybiore sie na pysznego kebaba z sosem mietowym, mimo ze wlasnie zjadlam obiad, ale mam ochote na cos smieciowego...

Praca, pracai jeszcze raz praca...

Autor: kozakgirl | Kategorie:
Tagi:
22. sierpnia 2008 00:48:00

Dzisiaj mialam juz dosyc! W zasadzie nic takiego sie nie stalo, po prostu mialam mase rzeczy do zrobienia... Myslalam, ze zostawie wszystko, wyjde i nigdy wiecej tam nie wroce... Czasami nachodza mnie takie mysli niestety. Wtedy tesknie za domem... Juz niedlugo, jeszcze troszke ponad miesiac... Pojade do domu i zobacze sie ze wszystkimi... Oprocz babci oczywiscie...

Dzisiaj, a w zasadzie wczoraj, 26 rocznica slubu rodzicow, a ja nawet do nich nie zadzwonilam... Ostatnio nie mam pamieci do takich rzeczy... O dniu taty tez zapomnialam w tym roku... Mam nadzieje, ze rodzice sie nie obraza...

Benjamin sie do mnie wczoraj odezwal i chce sie spotkac w weekend... Szczerze mowiac tez bym chciala, ale wiem, ze nic z tego nie wyjdzie... Bo znajac jego, juz sie przed weekendem nie odezwie i sie nie spotkamy, a potem znowu bedzie mi wmawial, ze to moja wina, ze ja nie chce go widziec, ze 'go nie lubie', ze boje sie zwiazkow... Zawsze tak mowi... Bo to wodnik... Zawsze probuje mi cos wmowic, zawsze to ja jestem ta zla, on jest niewinny... Kochane wodniki...

Nawiazujac do znakow zodiaku, tak cos mi swita, ze wtedy, tamtej nocy w barze, z Nim, rozmawialismy cos na temat znakow zodiaku, ale nie pamietam dokladnie, poniewaz wypilam mnostwo ginow z tonikiem... Pamietal, ze zapytal o Rudolfa, a ja powiedzialam, ze to tylko moj znajomy, ze mnie nie kreci, ze nie jest kompletnie w moim typie, bo to przeciez wodnik... (Wszyscy mysla/mysleli ze cos miedzy mna a Rudolfem sie kreci bo w pracy zawsze razem jestesmy, ale to taki moj ziom pracowy po prostu, taki od obiadu i papierosa...). Wracajac do baru i znakow zodiaku, On zapytal co mysle o lwach (On jest lwem) i nie pamietam co powiedzialam, nie pamietam co bylo dalej... Wiem, ze cos wspomnial tez o facetach, zapytal czy mam kogos czy cos... A ja powiedzialam 'I don't do boyfriends'. Smial sie... I tak wlasnie sie to robi... Stary dobry (niekoniecznie taki dobry) Sam mial racje... Kupujesz dziewczynie drinki w jednym celu... Jakis czas temu nie przypuszczalabym, ze na mnie cos takiego za dziala... Teraz wiem, ze tak - bo o czym ja mysle po pijaku??? Tamtej nocy myslalam, jaki to on slodki i w ogole... Od pierwszego dnia w pracy tak sobie myslalam, z czasem przeszlo i po kilku drinkach znowu wrocilo... Tak to juz jest... Myslalam, ze jest juz miedzy nami ok... Nie jest. Nadal traktuje mnie 'sluzbowo'. Dzisiaj potrzebowal numer telefonu do kuriera, wiec mnie o niego poprosil, potem cos tam jeszcze... Poza tym sie nie odzywa. Wczoraj sie spotkalismy na schodach. Normalnie przepuscilby mnie pierwsza, ale nie. Spojrzal tylko na mnie i sam wbiegl na gore. Przytrzymal co prawda dla mnie drzwi, ale to chyba normalne, niezle bym sie wkurzyla jakby mi nimi trzasnal przed nosem... Cale szczescie, ze jednak nie zostalam jego asystentka, bo teraz bym miala przesrane...

smutna praca :-(

Autor: kozakgirl | Kategorie:
Tagi:
18. sierpnia 2008 18:52:00

W pracy ciezko... Kompletnie do nikogo sie nie odzywam... Nie mam ochoty z nimi rozmawiac, nie mam o czym... Czasami zadzwoni jakis klient (nie moj oczywiscie, bo moi cale szczescie nie dzwonia), wiec mam sie przynajmniej do kogo odezwac... Przypomniala mi sie moja pierwsza praca... Samej pracy nie nawidzilam, ale uwielbialam tam przebywac - mnostwo mlodych ludzi i fajna atmosfera. I co jakis czas chodzilismy razem na piwo, czy na kregle... W zasadzie kazda moja poprzednia praca, poza obecna oczywiscie, byla taka. A teraz???? Raz razem wyszlismy - na kolacje. I gdyby nie moje pozniejsze picie z synem szefa i jego kolegami to w ogole by mi sie nie podobalo... Tak mi sie dzisiaj przypomnialo, przegladajac stare meile od niego, w poszukiwaniu pewnych informacji, natrafilam na te meile z terapiami uspokajajacymi albo, ten ktory mi przeslal z blackberry, zebym powachala perfumy, ktore stoja na jego biurku i dala mu znac czy mi sie podobaja.... Wtedy sie odzywal, usmiechal, zartowal... Teraz mnie unika... Dzisiaj poszlam do niego powiedziec mu o tych dziwnych meilach, ktore dostaje z naszego sklepu internetowego. Mialam napisac meila, ale nie moglam sie jakos do tego zabrac, probowalam z 5 razy i za kazdym razem brzmial dziwnie, wiec wolalam isc z nim porozmawiac. A moze to dlatego, ze po prostu chcialam z nim porozmawiac??? On zrobil to czego moglam sie spodziewac - poprosil zebym mu przeslala jednego z tych meili i zakonczyl rozmowe. Dlaczego ja jestem taka glupia? Dlaczego zawsze musze to zrobic? Przeciez juz powinnam wiedziec, ze nie wolno... Ale przeciez wypilam milion podwojnych ginow z tonikiem, a wtedy tak latwo sie nie myslii... Szegolnie przy kims z takim seksownym glosem... Teraz tylko musze czekac na dzien, w ktorym sie do mnie usmiechnie, kiedy znowu zacznie ze mna zartowac. I wtedy wszystko bedzie po staremu...

Teraz o Darrenie... Rozczarowal mnie kompletnie. Okazalo sie, ze mial dzieci na weekend i nie mogl przyjsc... Gdyby nie Emma to moglabym sie razem z nim zajac dziecmi! Przeciez ja lubie dzieci. I lubie Darrena! Mala wariatka troche niepotrzebnie narobila mi nadziei... No ale coz... Tak to juz bywa czasami...

Zastanawiam sie czy nie zaczac szukac nowej pracy... Bo w obecnej nie jestem szczesliwa... Sama praca jest ok, szef tez w porzadku, ale brakuje kogos, do kogo moglabym sie odezwac... A siedziec tak w ciszy przez 8 godzin nie bardzo mi sie usmiecha na dluzsza mete... Tym bardziej, ze wbrew pozorom ja calkiem wygadana jestem, tylko ze potrzeba mi do tego odpowiedniego towarzystwa...

Troche jednak boli

Autor: kozakgirl | Kategorie:
Tagi:
15. sierpnia 2008 18:49:00

Zaczyna bolec... Myslalam, ze bedzie ok, ze dam sobie z tym rade i ze nie bedzie zadnych problemow. Jednak sa... Wszystko mogloby byc w porzadku, gdyby on traktowal mnie normalnie. Juz zdazylam sie przekonac jakim potrafi byc wrednym dupiem (nie w stosunku do mnie poki co) i widze, ze mnie moze czekac cos podobnego... Dziwnie mnie traktuje, bardzo sluzbowo i oficjalnie... Niczego od niego nie oczekuje w zasadzie. Chcialabym zeby bylo normalnie, zeby sie do mnie normalnie odzywal, zeby sie usmiechal, zartowal, dokuczal mi... Tak jak bylo kiedys. O tym co miedzy nami bylo prawie juz zapomnialam, zapomnialabym do konca, gdyby on mi na to pozwolil, gdyby traktowal mnie tak jakby nic sie nie stalo...

Za to Steven jakis sie mily zrobil... Az jestem w szoku. Bo kiedy mi sie podobal wydawalo mi sie, ze nawet nie chial ze mna gadac. A dzis, jak wyszlam na papierosa, przyszedl, przysiadl sie do mnie i zaczal ze mna rozmawiac. Dziwne. Moze po prostu zauwazyl, ze nic od niego juz nie chce i ze moze sie bezpiecznie do mnie odzywac?

Rano mialam dobry humor, nawet bardzo dobry, nie wiem dlaczego. Teraz juz nie mam, przez tamtego... Ale to nic, napewno jeszcze zdazy mi sie dzisiaj poprawic.

Rozczarowana

Autor: kozakgirl | Kategorie:
Tagi:
13. sierpnia 2008 19:31:00

Chloe okazala sie bardzo sympatyczna dziewczyna. Fajnie mi sie rozmawialo no i ucieszylam sie, ze w koncu bede miala kogos normalnego w pracy. I co? We wtorek juz nie przyszla! Zadzwonila i powiedziala, ze praca zbyt stresujaca i jej sie nie podoba. Szkoda. Caly zeszly tydzien bylam podekscytowana i nie moglam sie doczekac kiedy ona przyjdzie, a ona tak sobie odeszla po prostu. I znajac moje szczescie to nikogo fajnego na jej miejsce nie przyjma.

W pracy mialam nieco spokojniejszy dzien. Przynajmniej moglam sie zajac zaleglymi sprawami. Mam nadzieje, ze jutro tez znajde chwilke, zeby uporzadkowac te faktury z przed dwoch tygodni, bo jak nie, to bede miala przechlapane w piatek. W zasadzie nie powinnam sie przejmowac, ale nie lubie zostawiac niczego na pozniej.

A jego glos nadal na mnie dziala! Dobrze, ze go zbyt czesto nie ma, caly czas jest na szkoleniach i jakichs spotkaniach... Bo wole na niego nie patrzec, ani nie slyszec jego glosu. I nie to, ze sie zakochalam. Po prostu uwazam, ze jest bardzo meski i pociaga mnie fizycznie. Ma 23 lata i jest chyba najbardziej meskim facetem w tym wieku jakiego kiedykolwiek poznalam. Potrafi tez byc slodki oczywiscie, ale lepiej sie nad tym nie rozwodzic, bo to co miedzy nami bylo wystarczy i nie moze nigdy wiecej sie powtorzyc.

O facetach, jak zwykle...

Autor: kozakgirl | Kategorie:
Tagi:
10. sierpnia 2008 20:32:00

Juz chyba jest normalnie... W piatek dwa razy na siebie wpadlismy i niby jest ok, ale nadal jednak troche dziwnie... Zreszta nie wiem... To co bylo wydaje sie takie odlegle, a przeciez dopiero minal tydzien. Najgorsze jest to, ze on, szczegolnie jego glos, tak na mnie dziala.... Jakos sie wszystko ulozy i bedzie normalnie, tak jak byc powinno...

Awansowalam w pracy. Nareszcie jestem wolna od tych wszystkich sekretow, bo wszyscy juz wszystko wiedza i nie musze dluzej nic trzymac w tajemnicy. Jutro przychodzi nowa dziewczyna na moje miejsce. Jest w moim wieku i ma na imie Chloe. Podobno jest bardzo sympatyczna. Nie moge sie doczekac! Maja jutro po mnie zadzwonic, zebym po nia przyszla i sie nia 'zaopiekowala' i wszystkim przedstawila. Jestem ciekawa mojego nowego stanowiska. W sobote juz dostalam kilka maili z nowymi zamowieniami, ale bylam zbyt zajeta zeby sie tym zajac. W ogole w sobote tak dlugo tam siedzialam a i tak wszystkiego nie skonczylam! Jeszcze tyle pracy mi zostalo!

Bylam strasznie rozczarowana, ze Darren sie nie odezwal, ale okazalo sie, ze Sam nie podala mu jeszcze mojego numeru, wiec to wcale nie znaczy, ze nie chcial sie odezwac. Mamy isc w sobote razem na impreze, mam tylko nadzieje, ze Emma z nami nie idzie. W ogole wydaje mi sie, ze powinnam sobie dac z nim spokoj, ale jakos nie moge... Moze cos z tego bedzie... Pewnie nie, no ale coz...

Zamowilam sobie urlop, 10 dni w pazdzierniku. Przyda sie troche odpoczynku... Jakos dzisiaj nie wiem o czym pisac, wiec lepiej skoncze.

sasza | maa17 | sieka | yoggi | zegarynka | Mailing